Wczoraj skończyłam 50 lat…

Wczoraj skończyłam 50 lat. Nie spodziewałam się, że jednym z najbardziej zaskakujących doświadczeń tego momentu będzie coś, co trudno nazwać inaczej niż cichą stratą.

Kilka dni temu wyciągnęłam z szafy tunikę, którą nosiłam przez lata. Na specjalne okazje. Wyciągnęłam, bo chciałam się upewnić, że będzie mi towarzyszyć również w tym specjalnym dniu… I owszem, zmieściłam się w nią, ale z wielkim smutkiem musiałam ją ściągnąć i odłożyć. Nie była „trochę ciasna”. Cała jakby się skurczyła, tylko na długość została dobra. Powiedzieć, że była „za mała” to niedomówienie – ona była ciasna tylko w niektórych miejscach, w innych zrobiła się jakby za duża? Przez długą chwilę stałam, patrząc, czy to aby nie pomyłka.

Powoli do mnie dotarło – to nie była pomyłka. To nadal moje ciało, które – bez zapowiedzi, bez konsultacji, i, o zgrozo, bez pozwolenia – zmieniło się. Też miałaś kiedyś takie wrażenie, że w pewnym momencie przestałaś rozpoznawać swoje odbicie w lustrze? No właśnie… witaj w „klubie”…

W okresie perimenopauzy i menopauzy zmienia się sposób, w jaki nasz organizm zarządza energią. Spadek estrogenów wpływa na to, gdzie odkłada się tkanka tłuszczowa – mniej w okolicach bioder i ud, więcej w obrębie brzucha. Zmniejsza się masa mięśniowa. Zmienia się proporcja między tkankami.

Nie ma to nic wspólnego z „brakiem dyscypliny”. To nasza biologia, która robi dokładnie to, do czego została zaprogramowana. A jednak wiedza biologiczna nie zawsze chroni przed emocją. Bo to, co się zmienia, to nie tylko ciało. Zmienia się również relacja z ciałem.

Ubrania zaczynają leżeć inaczej. Niekoniecznie stają się wszystkie za małe – one dosłownie zaczynają leżeć inaczej. INACZEJ. Poranne ubieranie się przestaje być automatyczne – staje się sztuką negocjacji. Coraz więcej jest rzeczy, które przestajemy nosić. Nie dlatego, że „nie wypada”, tylko dlatego, że po prostu czujemy się w nich inaczej. I to wcale nie jest miłe „inaczej”..

To moment w życiu, o którym prawie się nie mówi. Moment, w którym możesz poczuć, że coś się kończy – wcale nie spektakularnie, raczej tak po cichu. Bez wielkich słów. W myśli, która przebija się gdzieś z tyłu głowy: „Kiedyś wyglądałam inaczej.”

Z perspektywy biologii ten moment ma głęboki sens. Organizm przechodzi przez bardzo konkretną przebudowę hormonalną i metaboliczną. Zmienia się jego priorytet – z reprodukcji na utrzymanie i ochronę. Czas prowadzący do menopauzy to również czas, gdy nasz mózg przechodzi ogromną zmienę neurobiologiczna – jedną z trzech, które my, kobiety, przechodzimy w ciągu naszego życia. Pierwszą była zmiana w czasie dojrzewania, druga dotknęła mocno te z nas, które zostały matkami, a trzecia przychodzi właśnie wraz z czasem przejścia menopauzalnego.

Jedną z chyba ważniejszych rzeczy, jakich uczę się na tym etapie życia, jest to, że nie wszystko trzeba naprawiać, nie wszystko trzeba optymalizować, nie każda zmiana wymaga natychmiastowego planu działania, ani wdrożenia strategii „walki” czy przeciwdziałania. Okres przed menopauzą to ten czas, gdy nasze ciało potrzebuje zrozumienia. Zmiany zarządzania energią, uważności na własne potrzeby, danie sobie czasu na regenerację.

Z perspektywy kobiety to jest też moment, w którym uczymy się patrzeć na siebie inaczej niż przez pryzmat tego, jak wyglądałyśmy przez ostatnie 20 czy 30 lat. To czas, gdy możemy spojrzeć wgłąb siebie – kim jestem? Kim jest ta dziewczyna, którą byłam, zanim świat powiedział mi, kim powinnam być dla wszystkich wokół?…

Może właśnie na tym polega ten etap – nie na tym, żeby wrócić do „starej wersji” siebie, ale żeby zrozumieć tę obecną. Bez pośpiechu. Bez presji. Z dziecięcą ciekawością. Z nowym zachwytem w oczach. Z czułością dla siebie, której przez lata było zdecydowanie za mało..

Uczę się odkrywać i słuchać tej dziewczyny, którą byłam wiele lat temu. Patrzeć na świat na nowo – oczami dziecka. Zanim ludzie wokół nałożyli mi okulary z własnymi filtrami, i zanim świat powiedział mi, kim „powinnam” być. Dopiero teraz, w wieku 50 lat, daję sobie sama pozwolenie na to, by nareszcie stać się sobą…



Jeśli ten tekst trafił w coś, co sama przeżywasz – zajrzyj do Klubu Fitnea Basic. To bezpłatna przestrzeń, w której tłumaczę biologię kobiecego ciała po 40-tce. Bez presji, bez gotowych planów. Żebyś rozumiała, co się dzieje – i mogła podejmować własne decyzje.

Zaglądam do Klubu Fitnea Basic